piątek, 11 stycznia 2013

Dzisiejszy post sponsoruje literka "RRRRRRRRRRRRRR" jak kurvica.


Wszechobecna kurvica po raz kolejny dorwała się do mojej (nie)skromnej osoby. W sumie mogę już nawet powiedzieć, że szanowna Pani Kurvica niemalże mieszka sobie gdzieś w kącie mojego pokoju i tylko czatuje kiedy by tu wyskoczyć z zębami/pazurami/kłami/czy co ona tam ma. No nieważne. Post dzisiejszy powstał
z winy Karalucha. To ona mnie do tego zmusiła, inaczej pewnie z własnej woli nie dopełzłabym do klawiatury i nic nie naskrobała. Za duży wysiłek. W ogóle życie wymaga (przynajmniej tak jest z reguły) sporego zaangażowania, ogromnych pokładów siły i jeszcze większych cierpliwości. Jeśli by się przyjrzeć bliżej mojej osobie to niestety, ale nie spełniam żadnego z warunków. Jakaż szkoda. No nic to. Trzeba wziąć żopę w troki i się ogarnąć.

Nie, nie ogarniam się. Ale będę częściej pisać. I może troszkę bardziej do rzeczy. Chociaż na to jest akurat najmniejsza szansa. Pewnie O. mnie za to opierniczy, ale uważam, że favory powinny mieć jakiś motyw przewodni. Albo tylko moje posty. Bo inaczej to ja tego nie widzę, za dużo rzeczy ciśnie mi się na usta
i jednocześnie zbyt mało z nich mogłabym opisać. Zresztą... Nawet tak kochana w naszym kraju (i nie tylko) chałtura też powinna mieć jakiś temat, motto czy inną cholerę. Tak więc: bez motta ani rusz, mój drogi Karaluchu!

niedziela, 6 stycznia 2013

Symboliczny szary post ku czci nagrobków.


Jakoś zaczęłyśmy, czas chyba kontynuować dzieło niszczenia internetu. 

Dym papierosowy jest szary, szare jest dzisiaj niebo, szara jest twarz każdego, kogo spotkam. Wszyscy składamy się w 50 procentach co najmniej z dymu papierosowego właśnie.
Szare komórki, podłe skurwiele bez charakteru. Szare roboty dbające o ich ilość popierdalają wszędzie z takimi małymi liczydełkami wciąż i wciąż przesuwając koraliki w tę i z powrotem  nie będąc pewnym ich rzeczywistej liczby. Kiedyś to narysuję, obiecuję. 

Nagrobki są szare, to ciekawe. Dlaczego zawsze szare. Nawet jak z białego marmuru to ten marmur przydymiony jakiś, brudny. Truizm mi z tego wyjdzie, więc już przestaję.

Bez wytyczonej ścieżki manifestem jakoś tak trudno.


czwartek, 3 stycznia 2013

I'm finally here! czyli przemyślenia prostego człowieka.


Siedząc sobie zwinięta w kłębek pod kołdrą i próbując zapamiętać te wszystkie straszne imiona z Tristana i Izoldy przeczytałam post O. Post, w którym zostałam jawnie i brutalnie opierniczona już na samym początku. I nie, nie zaprzeczaj. Tahira swoje wie. Nie dość że wie swoje, to jeszcze postanowiła coś napisać.

Teoretycznie powinnam się przedstawić, ot tak, na wypadek gdyby jakaś niewinna duszyczka zabłądziła na Favory. Jestem Tahira, zwana również Wredną i Złośliwą. Świetny początek, nieprawdaż? Jeśli dodać do tego skłonność do popadania w obsesję, reagowanie nieadekwatne do sytuacji oraz inteligencję społeczną poniżej minimum wychodzi właśnie takie coś. Jakby tego było mało, to coś zobowiązało się do współtworzenia Metafavorów, a co za tym idzie propagowania swoich chorych pomysłów.

Zachęcający opis, czyż nie?

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad tym jak bardzo przypadkowe spotkanie może odmienić nasze życie. Chociaż często "spotkanie" to zbyt dużo.
A co z krótką wymianą spojrzeń, z kilkoma słowami które z trudem przedarły się przez gwar ulic, z przelotnym dotknięciem, gdzieś między "Dwa ulgowe proszę"
a "Na następnym wysiadam"? A te drobne gesty, choć tak rzadkie, lecz świadczące, że "duch w narodzie nie ginie"? Możesz nawet nie mieć pojęcia, drogi Potencjalny Czytelniku/Czytelniczko, jak wielki wpływ na życie mogą mieć takie, zdawałoby się, błahostki. Ale kiedyś w końcu zrozumiesz.
Doświadczysz tego na własnej skórze, to jedyny sposób na poznanie, a wtedy już wszystko będzie inaczej.

Tahira.





Miłości nie ma, formatowania tym bardziej. COMING SOON.

Pierdolenie o Szopenie, pseudofilozoficzne bańki mydlane.i

Ponieważ T. się obija o ściany z gąbki i książek, a ja leżę bezczynnie czekając na ... hmm ... Godot nie przyjdzie, Boga niema, mleko zaś wykipiało już dawno. Czekając na koniecznosc działania postanowiłam sama ją sobie stworzyć.

Komentarz przed tekstem, tak proszę Pani. Nazywamy to Wstępem.

O. Właśnie.

Aby nie dublować działalności naszej autonomicznej i wykluczyć ewentualne nadużycia mogące wychodzić z mojej czy tez T. strony, podejmuję się sformułować tak jakby manifest, nie będący nim w pełni, nawet go nie udający mniej lub bardziej udanie, choć podejmujący nieśmiałe próby inspirowania się podobnymi tekstami z przeszłości.

Nie jest on wiążący. Nie jest wykładnikiem naszych poglądów. Ani niczyich innych. Takich bowiem nie ma. Nie może istnieć tekst będący wykładnikiem czyiś poglądów, twierdzeń należących tylko do tej jednej osoby je wygłaszającej. Na ziemi jest 7 miliardów ludzi. Twarz 7 miliardów wygląda tak:



Czy ma ona cokolwiek wspólnego z poglądami kogokolwiek? Nie. Nie ma, a jeśli będzie miała będzie to nadużycie. Nie ma ideologi, idei żadnej też. Żyjemy w świecie wtórnym, pozbawionym świeżej myśli. Nie mamy wielkiego kryzysu, wojny czy innej klęski, która mogłaby stać się przeżyciem pokoleniowym. Każdy po kolei przechodzi swój własny wielki kryzys, osobisty, wstydliwy. Nieświadomy często. 
Jeśli istnieje 7 milionów ludzi i kilkanaście, kilkadziesiąt idei autonomicznych, godnych zainteresowania, to czy faktycznie każdy z tej puli jednostek będzie mógł być zaangażowany w coś oryginalnego? 

Nie każdy musi być. Życie przesiąknięte ideologią jest wyrazem jego nadużycia, tak, chociaż znacznie ułatwia błądzenie. 

Swoją drogą, a propos błądzenia właśnie, dziś radośnie przemieszczając sie z punktu A, znanego mi, do puntu B, znanego mi nawet lepiej odkryłam istnienie punktu C, nieznanego mi zupełnie. Miejsce piękne, zardzewiałe i zbutwiałe. Przystanek na końcu świata. Tak właśnie Drodzy Państwo wygląda pętla autobusowa. Cud miód i orzeszki. W miodzie honey. U'r turn,

Manifest powstanie, obiecuję. To, co tu jest zamieszczone, jeżeli uda się Wam przeniknąć przez bełkot i wejść na drugi poziom rozumienia tekstu, jest jeno jego namiastka. Marną bo marną, ale to już inna rzecz.


Ole.

środa, 2 stycznia 2013

Ahoj!

Metafory, fory meta, fawory, faworki, ciastka, piwo! 
 
Meta... Koniec, amfetamina, metabstrakcja, metafora.

 

METAFAVORY



Honey i Ja, czyli Karaluchy tarzające się w miodzie w oparach wydymiajacych się powoli z zaczadzonych czaszek naszych właścicieli postanowiłyśmy stworzyć to miejsce.

Celem naszym było ułożenie klocków z internetu na kształt i podobieństwo zjełczałej tapety.  Dokładnie.
 
Ole